wtorek, 12 kwietnia 2011

DJ z prac dawnych.

DJ - zbliżenie
Biała flaga schowana już do szuflady. Pan z hurtowni zadzwonił we środę i tak od czwartku jestem w posiadaniu 5 l nowiuśkich farb. Zamówiłam sobie kolory podstawowe bo resztę się wymiesza :) Trochę mnie to kosztowało nerwów, czekania a na końcu pieniędzy ale Pan Hurtownik zachował się bardzo honorowo i za to, że musiałam tyle czekać obniżył mi cenę „prawie” do tej,  jaką miałam zapłacić pierwotnie.  Kiedy farby mój mąż wniósł do domu to zaraz musiałam pootwierać, powąchać i kolory porównać czy to na pewno te same na których pracowałam jeszcze u „Wujka Grześka” i BINGO!!! Te samiutkie. Radość niezmierna!  Od razu do pracy się nie zabrałam, bo na weekend przyjechali  w odwiedziny przyjaciele Lurka i Kropek :)  Posiedzieliśmy przy trunkach i „Kołysance” (czyli Polnishe Wampiren, bardzo mnie śmieszy ostatnio ten film Machulskiego już 4 raz  go oglądałam), obgadaliśmy bieżące sprawy z życia prywatnego i zawodowego, bardzo fajnie było.
Nastał poniedziałek a ja musiałam rozplanować pracę na ten tydzień. Zaczęty obraz oraz koszulka dla Tulki no i jeszcze czas zabrać się za kartki świąteczne. Roboty dużo a czas goni. Podczas gdy ja będę w pocie czoła pracować nad w/w rzeczami zamieszczam zdjęcia koszulki, które wygrzebałam w moim T-shirt’owym portfolio.
Koszulka na zamówienie od dziewczyny tytułowego Dj’a o ksywce Jerry. Koszulka była prezentem na urodziny. Dziewczyna prosiła o postać DJ’a z przodu, koniecznie musiał być przed stołem mikserskim. Z tyłu miała się znajdować ksywka. Postaci szukałam w necie i trochę się samych buziek naoglądałam zanim znalazłam duet ze stołem mikserskim ;)
Oto gotowe zamówienie z przed lat. A ja wracam do pracy :)
DJ - całość
DJ - zbliżenie całości
DJ- napis

sobota, 2 kwietnia 2011

Przymusowa kapitulacja.


Nie daje rady…  „Biednemu zawsze wiatr w oczy”, to przysłowie najlepiej charakteryzuje moją obecną sytuację.  Na początku marca skończyły mi się farby. Postanowiłam więc zakupić ich większą ilość aby w razie W, nie szukać  w sieci. Znalazłam dostawcę, złożyłam zamówienie i odłożyłam pieniądze. Pan w terminie przez siebie wyznaczonym nie zadzwonił do mnie z informacją czy farby są już do odebrania. Jak na złość, wyskoczyły dodatkowe wydatki i musiałam ruszyć odłożone pieniądze.  Telefonu nadal nie było a ja nie mając pieniędzy nie dowiadywałam się o stan farb. W końcu uskładałam pieniądze i zadzwoniłam do hurtowni w przekonaniu, że farby już na pewno od dawna na mnie czekają. Jak wielkie było moje zdziwienie kiedy Pan odpowiedział: „O jejku, całkiem o tym  zamówieniu zapomniałem”. Takim o to sposobem farby miały być na bank, w ten wtorek lub środę ale we czwartek okazało się, że jednak  będą po poniedziałku,  ale to już na 100 %. W te procenty akurat nie wierzę…
Takim oto sposobem zamówienia na koszulki stoją, na blogu nowych  „koszulkowych postów” brak a ja wzięłam się za malowanie obrazu.  W między czasie z resztek farb, jakimś cudem udało mi się stworzyć dwie koszulki do artykułu, który ukaże się w majowo-czerwcowej „Wena design”. Zrobiłam też komputerowy szkic koszulki dla Tulki, którą raz jeszcze przepraszam, że ta realizacja tak długo się ciągnie. Wiem, że to wszystko przejściowe kłopoty. Grunt to znaleźć odpowiedzialnych i słownych dostawców.  Teraz doceniam luksus pracy dla „Wujka Grześka”, koszulki i farby były dostępne na bieżąco. Obecnie wszystko sama muszę sobie zorganizować.  Dobrze, że chociaż cieplej na dworze. Za wiosną jednak nie przepadam bo gdy wszystko kwitnie i jest tak cudownie ja cierpię z powodu alergii.  Kiedy tylko farby trafią w moje ręce obiecuję więcej postów z realizacji nowych  koszulkowych wyzwań. Będzie co oglądać, obiecuję :)
Pozdrawiam serdecznie i miłego weekendu życzę.